Blog > Komentarze do wpisu

Koniec snów

Poprawność myślenia przez długie lata nie pozwalała nam krytycznie patrzeć na Unię Europejską. Traktowaliśmy ją jako przepustkę do lepszego świata, świata bez barier, takiego dużego "multi-kulti". Sprawy ekonomiczne, pieniądz, ok były ważne, ale przecież one służyły wciągnięciu nas na wyższy stopień rozwoju kulturowego. Szybko okazało się, że jest tutaj drugie dno. Pieniądze i zysk korporacji. Przede wszystkim. I to w tej chwili wyziera z obrazu UE najbardziej.

W necie znaleźć można dane na temat jaka cześć unijnego wsparcia wraca do krajów "Starej Unii". Otóż najbardziej korzystają na tym Austriacy, gdzie z każdego Euro wpłaconego na pomoc dla Polski wraca do nich 97 centów. Ale w skali EU Austria to mały fragment. Hegemonem są tu Niemcy, z każdego Euro wraca do zachodnich sąsiadów 61 centów. Do niemieckich firm sprzedających głównie dobra inwestycyjne. Czyli w przeważającej części pomoc UE to przede wszystkim pomoc swoim.
Coraz częściej zderzamy się z boleśnie mało romantyczną prawdą o UE. Powstała jako Europejska Wspólnota Węgla i Stali. I od początku była projektem stricte ekonomicznym. Dlatego każde działanie w UE należy rozpatrywać w kontekście ekonomicznym. Jest przecież trudne do wytłumaczenia, dlaczego jeden kraj za aneksję Krymu jest odżegnywany od czci i wiary, a inny za aneksję Tybetu i ustawiczne łamanie praw człowieka jest świetnym partnerem handlowym. Nie ma racjonalnego uzasadnienia poza jednym. Ekonomia. Gdyby Putin przyjął Euro, to mógłby sobie zajmować co by chciał, a sterowana przez wielkie korporację UE usprawiedliwiłaby każde bezeceństwo.
Kiedy obserwuję nagłą eksplozję emigracji i uchodźstwa i widzę pewne znamiona organizacji tego procesu to czuję, że nie jest to przypadek i że stoi za tym coś głębszego, jak to w Unii jest -  ekonomia. UE, a głównie Niemcy doszli bowiem do wniosku, że wyprodukowanie jednego Europejczyka jest zbyt drogie i lepiej jest sprowadzić tańszy zamiennik z tańszego kraju. Przecież nikt mi nie powie, że nie można doprowadzić do sytuacji, że nawet Niemki będą rodziły po dwoje dzieci, to tylko problem nakładu odpowiednich środków. Niestety, koszt takiej ludzkiej jednostki jest na tyle wysoki, że postanowiono skorzystać z tańszej alternatywy. Będzie miał kto dbać o populację, tańszą siłę roboczą i obsługę niemieckich emerytów. Początkową kulminację napływu emigrantów zbuforuje się krajami Europy Środkowej, a jak nie będą chciały, to się je do tego zmusi. Jeżeli ktoś ma problem z akceptacją takiego traktowania ludzi, to polecam historię II Wojny Światowej. Niemcy takiego problemu nie mieli.
I wszystko było by OK, gdyby nie .... inni gracze. Szczególnie jeden, który marzył  tym, aby zdestabilizować sytuację w Europie, odwrócić jej uwagę od Ukrainy i Krymu i załatwić sprawę po swojemu. Ale to już zupełnie inna historia.

Dziękuję i dobranoc.

Grzegorz Steczkowski

 

sobota, 26 września 2015, g-steczkowski

Polecane wpisy