Kategorie: Wszystkie | Nasz Grunwald | Nasze Miasto
RSS
poniedziałek, 29 maja 2017

W ostatnim numerze WPROST (nr. 21 z 22 maja) ukazał się felieton Jana Rokity pt. WYGRANA UKŁADU. Mowa o kadencyjności, czyli zakazie wielokrotnego startowania w wyborach mandatowych. Jan Rokita porównuje dwie postacie aktualnej sceny politycznej w Europie, Jarosława Kaczyńskiego oraz Emmanuela Macrona, z których ten pierwszy pod naciskiem opinii publicznej wycofał się z jak to opisuje Jan Rokita „ambitnego planu”, natomiast drugi akurat nie i nazwał tę zmianę (mając zamiar wprowadzić ją we Francji) „wielkim prawem o sanacji życia publicznego”
Wydawało się że Jan Rokita, jako były i prominentny członek PO rozumie istotę JOW. Niestety, chyba nie, co akurat specjalnie nie dziwi, bo mało kto w Polsce tak naprawdę wie o co chodzi. Otóż w felietonie wygłasza on następująca opinię: „Przeciw planowi PiS (kadencyjność – dopisek własny) zmobilizowały się organizacje samorządowe, które w tym przypadku przyjęły rolę związków zawodowych broniących interesów licznych radnych i burmistrzów, okupujących swoje funkcje nieprzerwanie od wielu kadencji”. Osłupiałem. Sięgnąłem do Wujka Googla i sprawdziłem, co rozumie się przez pojęcie „okupacja” . Pod tym pojęciem rozumie się czasowe zajęcie przez siły zbrojne jakiegoś państwa lub ich grupy terytorium innego państwa. Oczywiście w języku potocznym nie ma to aż tak groźnego charakteru, ma jednak cechę istotną. Okupacja ma charakter siłowy. Jan Rokita nie odnosi się co prawda do własnego rozumienia pierwszych czy drugich wyborów (tego samego kandydata), ale wynik trzecich lub czwartych ma wg. niego charakter okupacyjny. Mimo, że i pierwsze i każde następne są dokładnie takie same. Są wolne i nieograniczone, równe i tajne. 
Zdziwienie moje budzi również fakt, że Jan Rokita przypisał organizacjom samorządowym role związków zawodowych broniących interesów radnych i burmistrzów (a także prezydentów – co umknęło felietoniście) jakby kompletnie nie rozumiejąc, że te organizacje nie występowały w imieniu konkretnych osób, ale w imieniu społeczeństwa, któremu kadencyjność ogranicza prawa biernego i czynnego głosowania.
Jan Rokita pisze dalej, że we Francji jest olbrzymia szansa, że nie będzie można startować na czwartą kadencję. I że to co stało się w Polsce na tle Francji pokazuje jak w soczewce stan polskiej polityki. Mam sporo wątpliwości co do tego porównania. Po pierwsze Macron kierował swój zamiar do wszystkich funkcji mandatowych. W Polsce tego nie było. Po drugie Macron, aby przeprowadzić swój plan musi mieć większość we francuskim parlamencie, a to nie jest takie proste (nota bene wg mojej oceny po prostu nie przejdzie, poza tym wybory dopiero przed nami). Po trzecie Macron nie wygrał wyborów jedynie dzięki temu jednemu postulatowi. I z tego co pamiętam, ten postulat wcale się nie przebił.
XXI wiek to czas dużych niepokojów. Banalnym jest stwierdzenie, że nic nie będzie już takie same, ale to fakt. Jest to dla mnie wiek przede wszystkim olbrzymiego rozczarowania społecznego co do sposobu sprawowania władzy. Społeczeństwa czują podświadomy niepokój co do pewności jutra i coraz większą nieufnością obdarzają tkzw. „poprawność myślenia”. Dochodzi do sytuacji, w której wartością jest sama zmiana, a nie to co za sobą faktycznie niesie. Osobiście jestem bardzo sceptyczny co do Macrona. Uważam, że raczej Europie zaszkodzi niż pomoże, przede wszystkim dlatego, że w jego programie mowa była przede wszystkim o tym jak się ma zmienić Europa, a zabrakło tego jak musi się zmienić Francja.
Wróćmy jednak do Jana Rokity. Pisze on, że nie udało mu się w polskiej debacie odnaleźć głosu, który pokazałby otumanionej przez „ekspertów” publiczności, że czym innym jest ustawa działająca wstecz, a czym innym ustawa działająca w przód, dla której z przeszłości wynikają skutki prawne. Ciekawe, bo ja nie miałem z tym najmniejszego problemu, ale przede wszystkim to nie ten problem był najważniejszy. Jan Rokita unika dość konsekwentnie odniesienia się do tego, że kadencyjność jest ograniczeniem biernego i czynnego prawa wyborczego.
Na koniec absolutny kwiatek. „Jeżeli termin (układ – autorstwa Jarosława Kaczyńskiego, dopisek własny) nie ma być tylko propagandowym sloganem, to może oznaczać tylko jedno: zasiedziałą sitwę, która znalazła patent na to, aby żadne wybory nie były w stanie jej ruszyć”.
Szanowny Panie Janie. Jeżeli dobrze pamiętam, system wyborów JOW w samorządach został wprowadzony dzięki PO, której członkiem Pan był. Ludzie, którzy dzięki niemu są wybierani, nie mogli i nie głosowali za jego wprowadzeniem. Więc to nie oni zdecydowali o tym, jak Pan to nazwał „patencie” . Ci ludzie są codziennie oceniani przez wyborców i nie pomoże im żadna „gabinetowa” układanka z listami i teczkami. Sami się zgłaszają i sami za wszystko odpowiadają, jednoosobowo od pierwszego do ostatniego dnia kadencji. Tak, znaleźli patent na to, aby ich nie ruszyć. Polega on na tym, że są lepsi od konkurentów i wygrywają z innymi w otwartej i uczciwej walce. Czego nie można powiedzieć o posłach (do grupy których, jak pamięć mnie nie myli Pan chyba się zaliczał). Mam nadzieję, że nie muszę Panu dalej przypominać, na czym ta różnica polega.
Tak, to prawda, że sitwy polityczne są przekleństwem. Nie wiem, czy we Francji, ale w Polsce na pewno. U nas dotyczą jednak przede wszystkim Sejmu, bo tam nie wybór obywateli decyduje, kto w takiej sitwie zajmuje jakie miejsce. Głosujemy na tych, którzy już wcześniej do tych sitw zostali wybrani. I dziwi mnie, że nie zdążył Pan tego zauważyć, kiedy Pan tam był.

00:28, g-steczkowski
Link Dodaj komentarz »